Przetłumaczony przeze mnie z języka niemieckiego fragment o Piecie Watykańskiej pochodzi z dzieła Hermana Grimma, niedostępnego w przekładzie polskim.
.
: „Leben Michelangelos” Herman Grimm :
: rozdział IV (1496-1501) :
: „Pieta w Kościele świętego Piotra” :
5.
.
„O ile Bachus stoi w niekorzystnym świetle, o tyle przynajmniej jest on widoczny. Jednakże główne dzieło Michała Anioła, ta praca, za sprawą której nagle z poważanego artysty stał się najsłynniejszym rzeźbiarzem Włoch, jest dzisiaj równie dobra jak spowita cieniem: opłakująca Maryja z martwym Synem na łonie, „la Pieta”, jak nazywają taką grupę Włosi. Kardynał San Dionigi, francuz, zamówił ją u niego, a Jacopo Galli pośredniczył przy zleceniu. W kontrakcie, który jeszcze posiadamy poręczył, że Michał Anioł będzie w stanie dokonać dzieła piękniejszego niż jakiekolwiek istniejące w Rzymie oraz lepiej niż mógłby to uczynić którykolwiek z żyjących rzeźbiarzy. Rzadko kiedy piękno uznanego dzieła sztuki zostało w takim stopniu umniejszone przez niekorzystną ekspozycję. Najpierw postawiona w kaplicy bocznej starej Bazyliki świętego Piotra, przy przebudowie kościoła statua otrzymała inne miejsce, obecnie zaś znowu stoi w kaplicy, tak wysoko i w tak nieprzystępnym świetle, że jedynie z wysiłkiem jest możliwe, czy to z bliska czy z daleka czerpać przyjemność z jej widoku. Kopie, które sporządzili rożni rzeźbiarze dla rzymskich oraz florenckich kościołów, nie wchodzą w rachubę. Dla dokładniejszego badania nie pozostaje nic innego, jak trzymać się odlewów.
Bo przecież materiał jest istotną częścią składową pracy rzeźbiarza. Drewno, marmur, brąz wymagają z osobna właściwego sobie potraktowania. Praca z brązu nie może zostać skopiowana w sposób mechaniczny bez utracenia części jej treści, automatyczne powielenie w metalu jeszcze mniej zniesie dzieło z marmuru. Gips zaś nie jest żadnym materiałem, jakościowo złe, martwe tworzywo, które zamiast miękkiej, przejrzystej, niemal niespokojnej powierzchni marmuru, ofiaruje jedynie tępy, ciążący bezruch. Idealne podobieństwo z ludzką skórą, których delikatne, lekko przechodzące płaszczyzny i linie ma możliwość oddać piękny kamień, przy gipsie przepadają, a mimo to jest on niezbędny, jak najlepiej pokazuje sposobność, przy której właśnie tak strasznie zostaje zwymyślany.
.
Michał Anioł, „Pieta”, marmur, 1498/99, Bazylika Świętego Piotra, Watykan
.
To, co ukazuje się przy bliższym oglądaniu Piety, jest niesamowita doskonałość wszystkiego z osobna, złączonego z cudowną harmonią całości. Ze wszystkich stron grupa prezentuje szlachetne linie. Ustawienie obu postaci wobec siebie jest tradycyjne, wielu malarzy przed Michałem Aniołem podobnie przedstawiło Maryję i Chrystusa. Ale jak bardzo przewyższa ich wszystkich Michał Anioł. Ułożenie spoczywającego ciała na kolanach kobiety, fałdy jej szaty, którą przyciska przebiegająca w poprzek klatki piersiowej wstążka, pochylenie głowy, która boleśnie i tak wzniośle skłania się ku Synowi, czy też On sam, martwy, wyczerpany, wraz z łagodnym wyrazem twarzy spoczywa w Jej ramionach: czuć, że każdy ruch wykonany jest przez Michała Anioła za pierwszym razem i to, w czym naśladuje w tej grupie innych, było jedynie powszechną własnością, którą wykorzystał, ponieważ jej zastosowanie było przyjęte. Jedynie rzemieślnicy oraz fuszerzy mówią o skradzionych pomysłach. Własność intelektualna polega nie na tym, co daje się odebrać mistrzowi, lecz na tym, co nikt nie może mu ukraść, nawet jeśli on sam chciałby na to pozwolić. Michał Anioł nie byłby w ogóle w stanie zastosować koncepcje kogoś innego. One ciążyłyby na nim, zamiast go wspierać.
Nasze najgłębsze współczucie zostaje wzbudzone za sprawą oblicza Chrystusa. Obydwie nogi przewieszone z boku przez kolano Matki, z pozbawionymi do tego siły stopami, zwisające ramię, zgięty, dobrze zbudowany brzuch, od szyi bezwiednie opadnięta głowa, skręt całego męskiego ciała, leżącego, jak gdyby przez śmierć ponownie stał się dzieckiem, które Matka wzięła w swoje ramiona, przy tym na obliczu cudowne przemieszanie cech starodawnego bizantyjskiego typu, w podłużnych rysach z rozdzieloną brodą, z najszlachetniejszymi komponentami żydowskich, rodzimych cech twarzy: żaden przed Michałem Aniołem nie wpadłby na to; im częściej ogląda się to dzieło, tym bardziej poruszające staje się jego piękno; ze wszystkich stron najczystsza natura, której wnętrze i zewnętrze przenikają się. Co zostało przed tą pracą uczynione przez rzeźbiarzy we Włoszech wstąpiło w cień i zostało uznane za próby, którym brakowało gdzieś tego, przy pomyśle lub przy realizacji: tu jedno i drugie się pokrywa. Artysta, dzieło oraz okoliczności czasowe wzajemnie splatają się i powstaje coś, co zasługuje, żeby zostać określone mianem doskonałego. Michał Anioł liczył dwadzieścia cztery lata, gdy ukończył swoją Pietę. Był pierwszym mistrzem we Włoszech, odtąd pierwszym na świecie, przekazuje Candivi; tak, posuwano się aż do twierdzenia, mówi on dalej, że Michał Anioł przewyższył antycznych mistrzów.
Jak to było możliwe, że w czasie, w którym spodziewano się rozkładu wszelkich stosunków politycznych, obyczajowych, zewnętrznie oraz wewnętrznie religijnych, w Rzymie, w centralnym punkcie zepsucia, mogło powstać dzieło jak ta Madonna, głęboko wyczute w swoim pięknie oraz opłacone przez owych kardynałów drogim złotem?
Wówczas szerzyły się przy tym dziele pytania, o których dziś nikt by nie pomyślał. Uważano Maryję za zbyt młodą w stosunku do Syna. Obydwie postacie są nam tak odległe w związku z ich tylko z pozoru ziemskim życiem, że obecnie coś takiego nie rzucałoby się w oczy, jednakże dla ówczesnych Włochów było to istotne i kłócono się w tej sprawie. Condivi osobiście zwrócił się do Michała Anioła, a ten dał mu wytłumaczenie, które znajdujemy spisane jego własnymi słowami. „Nie wiesz”, odpowiedział mi (mówi Condivi), „że cnotliwe kobiety o wiele bardziej pozostają czystymi niż te, które takimi nie są? A o ile bardziej Maryja Dziewica, której w duszy nigdy nie zabłądziła najmniejsza grzeszna żądza! Ale mało tego, jeśli taki młodzieńczy kwiat w najbardziej naturalny sposób już pozostał w niej zachowany, zatem musimy wierzyć, że Boska moc przyszła Jej z pomocą, aby tym wyraźniej ukazało się światu dziewictwo i nieprzemijająca czystość Matki Boga. Przy Synu nie było to tak konieczne; wręcz przeciwnie, powinno zostać pokazane, jak przyjął On w rzeczywistości ludzką postać i był poddany wszystkiemu, co może przydarzyć się umierającemu człowiekowi, za wyjątkiem grzechu. Tak więc nie było tu konieczne, wyróżnić przy Nim część Boską przed tą ziemską, lecz musiał On zostać przedstawiony w wieku, który przypisywany jest Mu zgodnie z upływem lat. Dlatego też nie może tobie wydawać się dziwne, jeśli przedstawiłem Najświętszą Maryję Pannę i Matkę Boga o wiele młodszą w stosunku do Syna, jak wymagałby tego wzgląd na zwyczajne starzenie się człowieka, i to, że pozostawiłem Syna w Jego naturalnym wieku.”
.
Michał Anioł, „Pieta”, marmur, 1498/99, detal, Bazylika Świętego Piotra, Watykan
.
Charakterystycznym dla ludów romańskich jest przeżywanie przestrzeni wiary w sposób bardziej cielesny, niż byłoby nam możliwe. U nas religia i obyczajowość zbiegają się, u narodów romańskich są to odrębne obszary. Królestwo Boga, które w naszej duszy opiera się wszelkiemu wyobrażeniu, dla narodów romańskich stanowi umiejscowione ponad chmurami imperium, zawierające idealny obraz ludzkiego działania. Wokół Tronu Boga (sommo Giove, jak nazywa Go Dante) skupieni są Święci na różnych poziomach rangi, z góry do znajdujących się niżej w hierarchii dusz, tak jak wokół siebie skupia Papież książęta, szlachtę i należący do niższych warstw społecznych lud. Ekstaza jest drogą, która tam prowadzi. Pragnienie otrzymania kiedyś w tym rajskim państwie bezpiecznego miejsca jest każdemu z Romańczyków wrodzona, a religia romańska zawiera naukę o swojej istocie i drogach, które do niego prowadzą. W ten sposób już jest przekazana w obrazach ludom romańskim ich nieśmiertelność. Zasnuta, jeśli jasno ją rozważa, pewniejsza, gdy przepełniona fantazją tęsknota zabiera go do niej na jej skrzydłach. Marzy on o blasku i złocie, i kamieniach szlachetnych, drży przed morzem palącego się ognia lub kąpie się z wybiegającą naprzód zmysłowością w słonecznych powodziach wyobrażeń. Co natomiast posiadamy my Germanie? Oto każdy w samotności musi sam sobie szukać własnej drogi. Ciche oczekiwanie z pewnością, że nic się nie wie, ale mimo to nie okazać najmniejszej próżnej nadziei na wyższy byt, jest wszystkim, co wstępuje na miejsce owych niezachwianych, radosnych obrazów. Święte jawi się u nas bardziej w myśleniu i czynach, a sam Chrystus, gdy czytamy, jak wędrował po ziemi i żył, wychodzi nam jednak naprzeciw nie ze stałym obliczem i w ziemskiej postaci, tak że pragniemy widzieć w ostrych konturach Jego dłonie, fałdy Jego szaty, chód Jego stóp, lecz szukamy myśli do rozpoznania, które On pielęgnował oraz towarzyszymy Mu aż do Jego ostatniego spojrzenia. Zewnętrzny obraz Jego Męki jest niemal zbyt wstrząsający, żebyśmy mogli znieść Jego plastyczne przedstawienie.
U narodów romańskich ta duchowość schodzi na dalszy plan. W miarę jak mają przed oczami to, co cielesne, zacierają się im myśli o bardziej codziennych uczuciach. U nas zachodziła właśnie odwrotność tego. I te uczucia, które mniej odpowiadają temu, co dzień w dzień się czyni i myśli, lecz unoszą się niczym wieczna, niebiańska atmosfera ponad ich sercami, są im konieczne jak powietrze, którym oddychają. Również w owych czasach najwyższego zepsucia ich nie brakowało. Niegodziwe było jedynie duchowieństwo, które znajdowało się właśnie przy sterze i reprezentowało religię: pragnienie tego, co nieskazitelne, Boskie, zawsze istniało, a nasłuchiwanie przez całe Włochy głosu Savonaroli najlepiej dowodzi, jaka presja przepełniała umysły, żeby uwolnić się od ciężaru owych pasożytniczych przedstawicieli Boga na ziemi oraz powrócić do nieskażonych treści prawdziwego Chrześcijaństwa.
Z pewnością, można stwierdzić, że każde czasy lepiej nadawały się niż nasze, żeby zrozumieć postacie i wydarzenia, których tło nakreślone jest w Nowym Testamencie. Nie pozostaje to bez znaczenia dla Przemienienia na obliczu Chrystusa, które pociągnęło za sobą walkę, wzruszającą od osiemnastu wieków świat do łez. Dziś mówi się nam o tym najpierw jak dzieciom, gdy nie możemy wiedzieć, co znaczy zdrada i opuszczenie, życie i śmierć. I także nasze przyszłe życie, nawet jeśli doznajemy niepowodzeń, nie pozwala nam nigdy tak otwarcie rozbić się o skały. Zawsze są to jedynie różnorodne uczucia, które nas poruszają; nieliczni z nas zostają zwróceni za sprawą osobistego losu ku tragedii cierpień Chrystusa, które wyczerpują wszystko, czemu nasza wyobraźnia zdolna jest okazać współczucie. Umierać jako najnikczemniejszy złoczyńca między przestępcami, być zdradzonym oraz wypartym wśród najbliższych przyjaciół, w końcu samemu zwątpić i czuć się opuszczonym przez Boga, przez tę jedną chwilę, i w Nim nie móc doznawać żadnej pociechy, Ten Jedyny pozostał wierny! I to wszystko zapłata za co? Że podążało się cicho i czysto Jego drogą, było pomocnym ludziom i nie obrażało nikogo. Kto przemierza dziś przez wydarzenia, które pozwalają mu doświadczyć choćby nikły cień tego potwornego losu?
Te czasy były jednakże czasami Michała Anioła. Teraz spełniły się przepowiednie, które Savonarola czynił sam o sobie. Zapowiedział więcej niż raz, że przebieg jego aktywności musi przynieść mu śmierć. Krok po kroku zbliżał się do tego zakończenia, aż się wykonało. A w Rzymie, gdzie codziennie dowiadywano się wiadomości z Florencji i to z najdokładniejszymi szczegółami, były one tym, co nieprzerywanie musiało wypełniać myśli Michała Anioła, podczas gdy był zajęty pracą nad swoją Pietą.”
.
*
.
.
.
: grimm herman : leben michelangelos : hsg. ludwig goldscheider : vollständige ausgabe : phaidon-verlag : wien lepizig : 139 – 143 :
fotografie:
: grimm herman : leben michelangelos : hsg. ludwig goldscheider : vollständige ausgabe : phaidon-verlag : wien lepizig : abbildungstafeln : 10 – 11 :
